Relacja z rejsu morskiego zorganizowanego przez Klub ORION z Tarnowa.


Relacja z rejsu morskiego zorganizowanego przez Klub ORION z Tarnowa.

Niżej relacja z rejsu morskiego zorganizowanego w tym roku przez Klub ORION z Tarnowa.
 

                  PRZEPROWADZENIE  JACHTU  S/Y  „AMARIS” (Oceanis 48)
                       na trasie : Palma de Mallorca  – Santa Cruz de Teneryfa.

I Etap: 17.10 – 24.10. 2015 na trasie  Palma de Mallorca    –  Malaga odbył się z udziałem i  dowództwem dwóch tarnowskich żeglarzy:
Jakub K.            K.j.  – Skipper
Janusz S.          J.st.m. – I Oficer
      Pozostała część 8 -osobowej załogi pochodziła z warszawskiego środowiska żeglarskiego, w większości bez stopni żeglarskich, oraz małym doświadczeniem w żeglowaniu po morzu na małych jachtach.
     Jacht, rocznik 2015 , kadłub raczej „kobyła” z wysoką burtą oraz rozbudowaną rufą, grot -żagiel rolowany do masztu, stosunkowo mały fok (nie genua) w sumie razem o dość mizernych właściwościach nautycznych, pozwalał na skuteczne żeglowanie kursem na wiatr od pełnego beidewindu do półwiatru .

      Dodatkowo, zanurzenie jedynie 1,5 m oraz wysoka burta powodowało dość duży dryf oraz brak skutecznej stabilizacji kursowej przy dużym zafalowaniu morza.   Jacht dość dobrze wyposażony w nawigację elektroniczną oraz niestety nieczynny radar. Silnik YANMAR 75 KW spisywał się bez zarzutu. 

    Skipper jachtu posiadał ponadto „własną” elektronikę nawigacyjną z mapami drogowymi oraz z  programem aktualizującym prognozy meteo – co okazało się szczególnie przydatne  podczas II etapu rejsu.   

     Etap z Palmy do Malagi wg relacji uczestników rejsu, rozpoczął się  przy wietrze 3-4°B z dobrego kierunku , zgodnie z otrzymaną prognozą meteo. Niestety przy trawersowaniu Ibizy, w drugiej dobie rejsu , natrafiono na dwa regionalne układy niżowe z frontami burzowymi, co skutecznie opóźniało termin zawinięcia do Malagi. Morze Śródziemne jeszcze raz pokazało swoją krnąbrną naturę w temacie nieprzewidywalnych zjawisk meteo. Biorąc  pod uwagę „zmęczenie” znacznej części załogi, postanowiono zawinąć do Alicante. Postój w Alicante to zaledwie parę godzin poświęconych na „ogarnięcie” jachtu i załogi – i dalej w drogę , ponieważ warunki meteo zmieniły się na nieco korzystne więc trzeba nadgonić utracony czas. Wykorzystując sprzyjający wiatr,oraz od czasu do czasu silnik, jacht w terminie zawinął do Malagi. Tutaj w sobotę 24.10.2015 nastąpiła wymiana załóg. 


II Etap: 24.10 – 06.11.2015. na trasie Malaga – Ceuta – Marina Rubicon (Lanzarote) – Marina Radazul (Teneryfa).

           Nowo zaokrętowana załoga miała już w swym składzie doświadczonych morskich żeglarzy:
Jakub K.        K.j.     nadal główny Skipper  Tarnów
Antoni K.      K.j.    Oficer nawigacyjny        Tarnów
Andrzej K.    J.st.m. Oficer wachtowy         Tarnów
Marek D.     St.j.         ”             ”              Warszawa
Mariola K.   J.st.m.     ”            ”                Warszawa  (staż na stopień K.j.)
Mariusz P.   St.j.          załoga

     Pozostałe 6 osób załogi z Warszawy , to żeglarze bez stopni, biorący po raz pierwszy udział w rejsie żeglarskim na małym jachcie w warunkach żeglugi oceanicznej.

     W etapie tym, z uwagi na przewidywane trudności nawigacyjne oraz meteorologiczne, zaprowadzono rygor służb wachtowych zgodnie z dobrą praktyką morską, z systematycznym zapisem aktualnej pozycji jachtu ( w dzienniku oraz tradycyjnie na mapie papierowej), oraz prowadzeniem ciągłego nasłuchu radiowego.
            Trasę  Malaga – Ceuta , jacht przebył w ciągu 17 godzin żeglugi , częściowo pod żaglami, oraz na silniku, w pobliżu granicy toru zarezerwowanego dla profesjonalnych statków , wychodzących z Strait of Gibraltar. Jedynymi „przeszkodami nawigacyjnymi” blisko wybrzeży Maroka , były łowiące statki rybackie. W Ceucie uzupełniamy wodę i paliwo , szykując się do oceanicznego „skoku” na Kanary. Po pierwszych godzinach przebytej trasy, wiemy też na kogo z załogi możemy tak naprawdę liczyć.

           Dnia 28.10. wychodzimy rano , aby znaczny dystans Strait of Gibraltar przejść możliwie w dzień. Idąc wzdłuż wybrzeży Maroka na krawędzi toru wodnego, mijamy kolejne bystrza oraz zawirowania z krótką kąśliwą falą  pochodzącą z nałożenia się prądu pływowego i przeciwnego wiatru.

  W nocy 29.10 na 30.10. wychodzimy wreszcie na Atlantyk. Mijamy kolejne statki wchodzące z Atlantyku do Cieśniny Gibraltarskiej. I tutaj kolejna meteorologiczna „niespodzianka”. Według prognozy wziętej w Ceucie  , miało być 3-4°B z kierunku NE , tym czasem  wiatr zmienia kierunek na NW i zaczyna przybierać na sile. Oznacza to jedno : powstały na północno – wschodnim Atlantyku układ niskiego ciśnienia przesuwa się w kierunku na S. Rezygnujemy natychmiast z najkrótszej trasy do Kanarów i zgodnie z informacjami z map wektorowych oraz opisem podobnej sytuacji (Andrzej Pochodaj „Kurs na Morze Północne”)  oddalamy się od wybrzeży Maroka. Tutaj przy podobnym układzie barycznym , zderzenie wiatru z Atlantyku z gorącym powietrzem afrykańskim tworzy dodatkowe zawirowania wiatru.

                  Przez 2 doby wiatr systematycznie wzrasta od 6 do 8 °B , najpierw z kierunku NW, powoli skręcając na N. Na mocno zarefowanych żaglach oraz cały czas włączonym silniku, posuwamy się bajdewindem z prędkością zaledwie 3 węzłów, byle jak najdalej od brzegów Maroka , i aby nie tracić sterowności przy pokonywaniu kolejnych coraz wyższych, załamujących się fal.

  Utrata sterowności dla tego typu jachtu może doprowadzić do nadmiernego przechyłu, awarii takielunku , oraz  – co najgorsze do zmycia załogi za burtę. Przestrzegamy bezwzględnie rygoru  przebywania na pokładzie w kamizelkach ratunkowych oraz wpinania się szelkami asekuracyjnymi do life-liny. Wachty nawigacyjne pełnią tylko najbardziej obyci z oceanem żeglarze , dając sobie 2 godzinne zmiany. Dobrze  przy tym, że jest dość wysoka temperatura powietrza. (noc ok. 15° do 20°C w dzień.). Jest mokro ,ale ciepło !

      Poniedziałek 02.11. rano , prędkość wiatru spada do 5 – 6°B , kierunek N , możemy zmienić kurs na wyspę Lanzarote, płynąc wreszcie półwiatrem do baksztagu, osiągając prędkość 7 – 8 węzłów. Towarzyszą nam całe stada butlonosych delfinów, ścigają się z naszym jachtem i co jakiś czas wyskakują przy burcie, figlarnie machając płetwą ogonową, tak jak gdyby nas pozdrawiały. „Nie martwcie się – teraz będzie coraz lepiej !”

  Na otwartym oceanie , z dala od uczęszczanych torów żeglugowych, spotykamy zjawiskowy zespół holowniczy. Olbrzymi holownik oceaniczny – holuje monstrualna konstrukcję wieży wiertniczej , gdzieś ku brzegom Afryki. Pozdrawiamy, życząc powodzenia w ciężkiej pracy.

           Jeszcze w poniedziałek w godzinach przedpołudniowych, otrzymujemy wiadomość o wypadku jachtu z polską załogą. Według doniesień agencji marokańskich, wypadek miał miejsce ok. 100 km (54 Mm) na zachód od Casablanki, jacht zgłaszał kłopoty z silnikiem i w momencie utraty 2 członka załogi, nadał sygnał MAYDAY. Pozostałą przy życiu załogę podjął statek rybacki. Ta tragiczna, lakoniczna i pozbawiona technicznych szczegółów wiadomość zmroziła nas nieco. Pozostały bez odpowiedzi pytania: Dlaczego ? , Co właściwie się stało ? Czy to był błąd w sztuce żeglarskiej ?    Dlaczego wypadli za burtę? i t.d.  Konfrontując naszą pozycję z dnia 31.10./ 01.11. byliśmy ok 130 Mm na zachód od przypuszczalnej pozycji jachtu który uległ wypadkowi.

              Na marginesie : Przeprowadziłem po powrocie z rejsu rozmowę z Kapitanem Władysławem Dąbrowskim, znawcą historii wypadków morskich jachtów, który potwierdził moje przypuszczenia:

  „Jacht nie był pod polską banderą stąd nie będzie dochodzenia przed Izbą Morską, ani też nie będzie się tym wypadkiem zajmowała Komisja d/s Wypadków Morskich” , tak więc na razie nie będziemy znać szczegółów tego zdarzenia.

      Ale wracam do opisu naszego rejsu.

       Marinę Rubicon na wyspie Lanzarote osiągamy w dniu 03.11. przy coraz słabszym wietrze i w końcu przy pomocy silnika. Tutaj czas na odpoczynek ,kąpiele , bazary , uzupełnienie paliwa i wody przed ostatnim etapem w kierunku Teneryfy.

 Firma czarterowa „Alboran” wyznaczyła nam marinę Radazul na Teneryfie, jako docelowy port dla przekazania jachtu. Dystans 130 Mm pokonujemy w 20 godzin żeglugi , kończąc rejs dnia 06.11.2015.

  Można teraz w Dzienniku dokonać zapisu „Rejs zakończono bez awarii i wypadków”, wypisać dla uczestników opinie z rejsu z adnotacją ilości przebytych mil oraz godzin żeglugi.

     W sumie przebyto:  I Etap    510 Mm w czasie  122  godzin żeglugi
                                    II Etap    770 Mm w czasie  179  godzin żeglugi

A oto kilka porejsowych refleksji :
– Truizmem jest stwierdzenie, że morze weryfikuje ludzi
– Organizując rejs , dobieraj ludzi do załogi w sposób przemyślany, według zasady
  im trudniejszy rejs, tym większe kwalifikacje i doświadczenie uczestników
– Bądź przygotowany na najgorsze , nawet przy dobrej pogodzie, a unikniesz najgorszych niespodzianek
– W żegludze, stosuj zasady określone mianem dobrej praktyki żeglarskiej

                                                                                                         Antoni Kołodziej  K.j.

Leave A Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *